Po kilkudniowym pobycie w malowniczych rejonach wyspy Isla De Los Estados obraliśmy kurs na zachód, gdzie przez cieśninę La Maire zmierzaliśmy w kierunku Ushuaia. Po drodze minęliśmy z daleka miejsce, w którym leży wrak polskiego jacht u „Nashachata”, który zatonął na tych wodach w zeszłym roku. Po kilku dniach forsownej żeglugi w niespokojnych wodach La Marie przedostaliśmy się do kanału Beagle, gdzie zacumowaliśmy w marinie AFASYN w Ushuaia.
Była to w ostatnich latach swoista czarna seria wypadków trzech żaglowców szkolnych zbudowanych w Polsce. Najpierw u wybrzeży Brazylii zatonęła „Concordia” Kanadyjskiej Szkoły Pod Żaglami, potem na Bałtyku straciła maszty „Pogoria”, a na Atlantyku w podobny sposób stracił bukszpryt i oba maszty „Fryderyk Chopin”. Na szczęście w żadnej z tych katastrof nikt poważnie nie ucierpiał, ale „Concordia” została bezpowrotnie stracona, natomiast „Pogoria”, po remoncie, wróciła już do służby na morzach.
Flota czterech jacht ów Eco 60, która w sobotę 14 maja wyruszyła z amerykańskiego portu Charleston w Karolinie Południowej z ekspresową prędkością płynie do przodu. Cel – La Rochelle we Francji, gdzie znajduje się meta piątego i ostatniego etapu regat. Tym samym żeglarze zakończą samotne zmagania na oceanach i zamkną pętlę dookoła świata po pokonaniu około 30 000 mil morskich.
Kadłub statku dla organizacji Greenpeace "Rainbow Warrior III", zwodowany został w ubiegły weekend w Gdyni. Jest to następca jednego z najsłynniejszych statków na świecie, Rainbow Warrior. Na pierwowzorze do końca lat 70 Greenpeace prowadził kampanie w obronie wielorybów i zanieczyszczania morza.
Żeglarze ze Szczecina opłynęli w dniach 25.09.–04.10. 2010 półwysep Jutlandzki. Celem był port Hanstholm i odsłonięcie tablicy pamięci polskich rybaków z trawlera „Brda”. Rejsowi patronował Morski Instytut Rybacki w Gdyni. Honorowy patronat sprawowali prezydenci Szczecina, Świnoujścia i Gdyni - miast, które przez lata całe były wielkim centrami rybołówstwa dalekomorskiego, oraz Rotary Club Szczecin i Komitet Społeczny „Żeglarski Szczecin”.
Piątek, 3 lipca 2009 roku na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców Reykjaviku jako dzień, w którym o godzinie 15:00 odsłonięto w Muzeum Morskim tablicę upamiętniającą wyczyn polskich żeglarzy akademickich z roku 1959. Pięćdziesiąt lat temu czterej żeglarze z Jacht Klubu AZS w Szczecinie na niewielkim jachcie „WITEŹ II”, bez silnika, z kilkoma mapami, pokonali niebezpieczne wody Morza Północnego i Atlantyku, sztormy i prądy oraz pełne skał wybrzeża Islandii. Po 25 dniach żeglugi dopłynęli do wyspy, a następnie szczęśliwie wrócili do Szczecina.
Jacht „Stary”, pod dowództwem kapitana Macieja Krzeptowskiego dopłynął po 28 dniach żeglugi – przez Morze Bałtyckie, Północne i Atlantyk, do Islandii. Dzisiaj – 28 czerwca 2009 r. - o godzinie 11.45 czasu islandzkiego, zacumował przy kei portu w Reykiaviku (13.45 czasu polskiego). Jacht pokonał już 2000 mil morskich. Przez pokład „Starego” przewinęło się do tej pory 20 młodych zachodniopomorskich żeglarzy. Dokonano dwóch podmian załóg, w Thyboron i Bergen. Jacht em dowodzi stała kadra: Maciej Krzeptowski – kapitan, Grzegorz Węgrzyn – I oficer (na trasie Szczecin – Bergen: Kazimierz Sawczuk), Cezary Pawłowski – II oficer.
Dziś w godzinach porannych, u wybrzeży Danii zatonął polski jacht . Na pokładzie jednostki było sześć osób. Około godziny 7:30 duńskie służby ratownictwa morskiego odebrały od polskiego jacht u „Nemea” wezwanie o pomoc. Ze względu na nieszczelność w poszyciu kadłuba, do środka zaczęła wlewać się woda. Napływ wody był tak duży, że nie udało się go powstrzymać i jacht zatonął .
Pogoda dla każdego żeglarza jest czynnikiem decydującym, zarówno o udanym bądź nie rejsie, bezpieczeństwie żeglugi, jak i o wynikach osiąganych podczas regat. Jednak o ile zawodnicy startujący w mniejszych lub większych regatach mają na ogół zapewnioną pełną obsługę meteo i wsparcie służb ratowniczych o tyle żeglarze decydujący się na rekreacyjny rejs samotnie, z grupą znajomych lub rodziną, muszą sami zadbać o bezpieczeństwo i zaznajomienie się prognozą pogody dla żeglarzy. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom i prośbom naszych czytelników przygotowaliśmy cykl artykułów poświęconych zagadnieniom związanym z podstawami meteorologi, z którymi każdy żeglarz powinien być zaznajomiony. Postaramy się jak najprościej opisać zjawiska i prawa, którymi rządzi się pogoda.
W kioskach i salonach prasowych dostępny jest już styczniowy numer Magazynu Sportów Wodnych „Żagle”. W bieżącym numerze czytamy między innymi: „Na ostatnim dorocznym spotkaniu Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej ISAF dokonano wyboru nowych władz na najbliższe cztery lata. Po raz pierwszy w historii jednym z wiceprezydentów został Polak – Tomasz Holc. Wkrótce po wyborze na to prestiżowe stanowisko Dariusz Urbanowicz przeprowadził z Tomaszem Holcem wywiad na temat jego planów i zamierzeń w nowej Radzie ISAF”. Bliżej z postacią Tomasza Holca, możemy zapoznać się w tekście-wywiadzie „To poważne wyzwanie...” autorstwa Dariusza Urbanowicza.
Piekło południowego Pacyfiku – te słowa najlepiej oddają to co aktualnie przeżywają samotni żeglarze biorący udział w okołoziemskich regatach Vendee Globe. Przez kilka ostatnich dni zawodnicy żeglują w bardzo ciężkich warunkach – sztormy, przenikliwe zimno, ogromne fale i burze to wyzwania z którymi muszą się aktualnie zmierzyć. Żeglarze donoszą o falach osiągających 9-10 metrów oraz silnym wietrze dochodzącym w porywach do 62-64 węzłów. W tych warunkach, jak sami mówią nie myślą o wygranej tylko o ratowaniu jacht ów i własnego życia. W piątkowy wieczór znacznych uszkodzeń doznał, płynący wtedy na czwartej pozycji, jacht BT na którym żegluje Francuz Sebastien Josse. Porywisty wiatr przewrócił jacht na bok, maszt przez kilkanaście minut znajdował się w wodzie... Gdy udało się „postawić jacht ” Josse odkrył kilka poważnych uszkodzeń, które mogą zdecydować o jego dalszym udziale w regatach Vendee Globe.
O godzinie 9:34 czasu miejscowego, 98 stopowy maxi jacht Wild Oats XI, dowodzony przez Marka Richardsa, przekroczył linię mety 64 edycji regat Rolex Sydney Hobart, ustanawiając jednocześnie rekord liczby zwycięstw pod rząd, przypadających na jeden jacht . Nie udało się niestety pobić rekordu prędkości pokonania trasy regat, jednak mimo to zwycięstwo jakie odniosła załoga Wild Oats XI zostało nagrodzone gromkimi owacjami licznie zgromadzonej publiczności. Pokonanie trasy Sydney-Hobart zajęło zwycięskiemu teamowi 1 dzień, 20 godzin, 34 minuty i 14 sekund. Średnia prędkość z jaką płynęła załoga Marka Richardsa to 14,1 węzła. Przypomnijmy, że aktualny rekord prędkości trasy regat Sydney Hobart należy także do Wild Oats XI.
Pod takim tytułem ukazał się ostatnio na rynku album będący zapisem słownym i fotograficznym wyprawy Sails on Antarctica. 2007/2008. W trakcie ponad półrocznego rejsu jacht Bona Terra i jego załogi wymazały z polskich map żeglarskich wiele białych plam. Bona była pierwszym polskim jacht em, który dotarł do Georgii Południowej i zacumował w legendarnym Grytviken, pierwszym, który pokonał barierę 68 stopnia szerokości geograficznej południowej. W historii polskiego żeglarstwa nie było drugiego jacht u, który by tak często zmagał się z przeciwnościami natury u Przylądka Horn, niestety – jest także jedynym polskim jacht em, który przez Horn został pokonany.
Dziś rozpoczną się czterdzieste szóste regaty Newport Bermuda Race 2008. Tegoroczne zmagania żeglarskie będą szczególnie interesujące ze względu na udział w wyścigach nowego, stu stopowego jacht u Teamu Origin – Speedboat. Właściciel łodzi Alex Jackson, postawił załodze dość trudne zadanie – chce aby załoga Teamu Origin, w skład której wejdą zawodnicy startujący w regatach o Puchar Ameryki, pobiła rekord szybkości ustanowiony przez Morning Glory w 2004 roku, wynoszący 48 godzin, 28 minut i 31 sekund. Czy mają na to szansę?
Sztuka przetrwania na morzu jest jedną z podstawowych umiejętności jakie powinien nabyć każdy żeglarz. Niestety, statystyki są bezlitosne – co roku dziesiątki osób traci życie gdyż nie znają podstawowych zasad bezpieczeństwa pozwalających przetrwać trudne warunki atmosferyczne, żeglowanie podczas sztormu czy najczarniejszy scenariusz – zatonięcie jacht u na pełnym morzu. Być może spowodowane jest to nadmierną wiarą we własne umiejętności i szczęście ale najczęstszą przyczyną wypadków są braki w wyszkoleniu.