Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Strona główna arrow Artykuły arrow Liberalizacja – problem czy szansa?

Liberalizacja – problem czy szansa?

wtorek, 27.05.2008

Stowarzyszenie Żeglarskie SamosterNa stronach Stowarzyszenia Żeglarskiego Samoster, możemy zapoznać się z bardzo ciekawą polemiką pt. "Liberalizacja – problem czy szansa żeglarskiej Polski?". O żeglarskiej rzeczywistości w naszym kraju, klimacie wokół zmian prawnych dotyczących żeglarzy i o niejasnych kulisach pewnych wypowiedzi oraz publikacji dotyczących tej gałęzi rekreacji wodniackiej dyskutują: Wiesław Cybulski, Mariusz Główka, Andrzej Kapłan oraz Andrzej Mazurek.

Początek sezonu żeglarskiego zaistniał w mediach głównie dzięki skandalom - z pijanym sternikiem w Giżycku, utopionym żeglarzem na Mamrach (chciał sobie popływać za burtą), twierdzeniem jednego z tygodników, że na jachtach z powodu nowych liberalnych przepisów potopią się dziesiątki ludzi. Co Panowie – działacze stowarzyszeń żeglarskich - na to?

Wiesław Cybulski: Przytoczone powyżej przykłady nie mówią nic o żeglarstwie. Mówią o braku kultury i głupocie, a te nie zależą od posiadanego czy nie posiadanego patentu. Podnoszony przez media problem coraz większej liczby żeglarzy o niskich umiejętnościach, mających większe czy mniejsze problemy z manewrowaniem, jest jednak faktem i nabrzmiewa rok w rok wraz ze zwiększającą się liczbą jachtów na popularnych w Polsce akwenach śródlądowych. Za to wnioski wyciągane i wiążące tę sytuację z liberalizacją są fałszywe. Zwróćmy uwagę, że wszystkie zdarzenia, na które powołują się media („podpuszczane” przez działaczy PZŻ), dotyczą żeglarzy posiadających patent PZŻ, gdyż liberalizacja zaczyna obowiązywać dopiero od tego sezonu. Jaka jest więc przyczyna niskich umiejętności niektórych żeglarzy? Może w głowach „niedokształconych jachtsmenów” tkwi myśl: „Mam patent, więc umiem!!” To może w takim razie należy propagować myśl: „Nie umiem, więc muszę się nauczyć!!!” (a nie zdobyć patent). Nie przymusowo, a dobrowolnie, świadomie i odpowiedzialnie. W taki sposób działa cała Skandynawia, Wielka Brytania, kraje Beneluksu itd. Do prowadzenia jachtu, nie stwarzającego realnego zagrożenia dla osób trzecich, nie jest tam wymagany żaden patent czy certyfikat. A mimo to szkółki żeglarskie istnieją i nieźle prosperują, żeglarze się kształcą i niejako przy okazji otrzymują potwierdzenie zdobytych umiejętności. Oczywistą bzdurą jest stwierdzenie jednej z działaczek PZŻ-tu, że „Polaków nie można porównywać z innymi nacjami, bo są...” stwierdzenie „jacyś ułomni” nie przeszło jej – na szczęście - przez gardło...

Mariusz Główka: Ten jeden pijany żeglarz w Giżycku z pytania to nic w porównaniu do 2500 pijanych kierowców, którzy zostali zatrzymani podczas długiego majowego weekendu. Pływałem w tym czasie na Mazurach i widziałem na wodzie tyle jachtów co w środku wakacyjnego sezonu. Takie zaniepokojone głosy pojawiały się już wcześniej, zanim owe nieco tylko zliberalizowane przepisy weszły w życie. Sam słyszałem wypowiedź jednego z uczestników Konferencji Bezpieczeństwa w Mikołajkach, która miała miejsce 12 grudnia 2007 r., czyli ponad dwa tygodnie przed wejściem w życie nowych przepisów, że tragedia mająca miejsce w sierpniu 2007 na Mazurach, to efekt niepotrzebnej liberalizacji. Przypomnę: nowelizacja Ustawy o Kulturze Fizycznej weszła w życie 1 stycznia 2008 r.

Problemem nie są zachowania żeglarzy, tylko histeryczne reakcje niektórych działaczy Polskiego Związku Żeglarskiego. Trudno oceniać sezon po pierwszych dwóch tygodniach, bo nie można takiej oceny opierać NA DANYCH OBIEKTYWNYCH, jakimi są dane statystyczne. A te dane są bezwzględne. Według danych policji (www.policja.pl) liczba utonięć systematycznie spada na przestrzeni ostatnich lat. Jeśli chodzi o utonięcia żeglarzy, to nawet nie są prowadzone oddzielne zestawienia, bo są to przypadki naprawdę sporadyczne w porównaniu do liczby kilkuset osób, które co roku tracą życie w kontakcie z wodą. Prowadzi się jedynie ogólne zestawienie utonięć w związku z jednostka pływającą, gdzie do jednego worka wrzuceni są kajakarze, wędkarze i inni użytkownicy sprzętu pływającego. Przypomnę, że wszyscy przeze mnie wymienieni, w przeciwieństwie do żeglarzy, od dawna nie potrzebują jakichkolwiek uprawnień, aby spędzać swój wolny czas na wodzie. Bez większego ryzyka mogę postawić tezę, że żeglarstwo jest najbezpieczniejszym sposobem spędzania wolnego czasu na wodzie.

Aby nie być gołosłownym przypomnę, że utonięć w roku 2007 było łącznie 479 i jest to mniej niż w 2006 (564 osoby). W tej liczbie było co najmniej 171 osób nietrzeźwych (tyle udało się stwierdzić), 21 osób utonęło z powodu przewrócenia się jednostki pływającej (jachty, kajaki, łodzie itp.), 5 osób utonęło z powodu wypadnięcia za burtę (również jachty, kajaki, łodzie, rowery wodne). Dla porównania 29 osób utonęło wskutek nieostrożności podczas łowienia ryb (z brzegu) i 106 osób utonęło wskutek kąpieli w miejscu niestrzeżonym.

Reasumując - zawsze w każdym środowisku znajdą się ludzie nieostrożni lub pechowcy. Poczekajmy do końca sezonu. Jestem przekonany, że statystyka za rok 2008 nie będzie się różniła od tej za rok 2007 czy 2006.

Na koniec podzielę się następującym spostrzeżeniem. Nasi adwersarze nigdy nie posługiwali się i nadal nie posługują jakimikolwiek danymi statystycznymi, natomiast chętnie podpierają się przykładami, takimi jak te - złe, próbując dowodzić, że to jest lub będzie reguła.

Andrzej Kapłan: Pracujemy nad stworzeniem dla naszych organizacji kanałów dostępu do mediów, jednak to trudny problem – w obecnych czasach media kupują przede wszystkim informacje sensacyjne, które z reguły są zdarzeniami związanymi z różnymi katastrofami, tragediami itp. Najlepszy przykład takiego podejścia to medialny „festiwal” po ubiegłorocznej wichurze na Mazurach – newsy były w każdym wydaniu informacji. Zginęło 12 osób, co jest ułamkiem liczby ofiar na drogach w każdy weekend, ale to był supernews – krew i łzy prawie kapały ze szpalt gazet, ekranów i głośników radiowych...

Andrzej Mazurek: Pamiętajmy, że nieodpowiedzialny żeglarz jest zagrożeniem głównie dla samego siebie. Szkolenie na patent żeglarza nie ma w programie oduczenia np. picia alkoholu, ale nauczenia bycia odpowiedzialnym – za siebie i załogę, zaś „alternatywne” zdobycie kartoniku nigdy nie było ani trudne, ani kosztowne. Doprowadziło to w efekcie do deprecjacji wartości tego dokumentu, czas więc skończyć z tą uciążliwą fikcją...

Zapraszamy do zapoznania się z pełnym artykułem dostępnym na stronach Stowarzyszenia Żeglarskiego Samoster.

Przeczytaj informacje o zbliżonej tematyce
 
Szukaj w portalu
Image
Znajdź nas na Facebooku
Image

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Image
współpraca
Image Image

 

Image

 

Image

 

Image

BEZPŁATNY MAGAZYN ŻEGLARSKI

Już nigdy nie przegapisz najważniejszych informacji ze świata żeglarstwa! Zapisz się na naszą listę newsletter a raz w tygodniu otrzymasz bezpłatny biuletyn z podsumowaniem aktualnych wydarzeń!

Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z 29 sierpnia 1997 roku (Dz. U. nr 133, poz. 883), wysłanie wypełnionego formularza oznacza zgodę użytkownika na gromadzenie, przetwarzanie i wykorzystywanie zawartych w formularzu informacji przez portal żeglarski sailnews.pl w celach statystycznych i marketingowych.