|
Dziś rozpoczęły się Regaty o Puchar Polskiego Związku Żeglarskiego, rozgrywane na wodach zatoki Puckiej. Piotr Kula podsumowuje pierwszy dzień zmagań. "Z biegiem czasu prędkość wiatru wzrastała, aby osiągnąć w rezultacie niemal dwadzieścia węzłów wieczorem. W naszej klasie rozegrano trzy wyścigi. Niestety z powodu porannych zaliczeń na uczelni nie mogłem wystartować w pierwszym z nich, ale udało mi się dotrzeć na trasę regat przed drugim startem. Po pierwszej halsówce uciekliśmy z Rafałem Szukielem pozostałym rywalom i reszta wyścigu była naszym pojedynkiem. Całość wyglądała świetnie. Na pełnym dogoniłem Rafała i przez całą drugą halsówkę bardzo aktywnie walczyliśmy o prowadzenie".
"Na górnej boi, dzięki dobremu zagraniu (Blondi na tyle długo nie pozwalał mi zrobić zwrotu, że wydłużył moją drogę do boi, samemu zyskując przewagę) zameldowałem się drugi. Szybki półwiatr i zaczynamy ostatni kurs z wiatrem. Ku mojemu zdziwieniu płynę znacznie szybciej nisz mój rywal. Fala była krótka i ciężko było się z nią zabrać i wyraźnie nie leżała Rafałowi. Zyskałem ponad dwadzieścia metrów przewagi, które Rafał sprawnie odzyskiwał na ostatnim kursie półwiatrowym do mety, ale nie udało mu się odebrać mi prowadzenia. Po pewnym czasie oczekiwania ruszył drugi wyścig. Wystartowałem bardzo dobrze i już po dwustu metrach większość moich przeciwników przełożyła się na lewy hals. Ponownie rozpoczęła się rozgrywka między mną a Rafałem. Wiatr wiał już zdecydowanie silniej niż w poprzednim wyścigu. Z początku miałem nieznaczną przewagę, którą pod koniec halsówki straciłem i na boi byłem tuż za rufą Rafała. Odpadamy na pełny i tu znów jestem szybszy. Zyskuję około dwadzieścia metrów na ślizganiu się z falą i dodatkowo jeszcze trochę dystansu dzięki temu, że Blondi miał jakiś problem z szotami przy mijaniu dolnej boi. Rozpoczynam halsówkę w dość komfortowej sytuacji – duża przewaga pozwala na kontrolowanie ruchów przeciwnika. Płyniemy na tych samych halsach, ja z przodu, nieco poniżej kursu Rafała i nagle, na przestrzeni stu metrów, nie tylko tracę całą przewagę, ale spadam około piętnaście metrów za Blondiego. Sytuacja z logicznego punktu widzenia niewytłumaczalna, zwłaszcza, że miałem wiatr. Pomyślałem, że Rafał załapał się na niosącą krawędź szkwału, którego nie dostałem. Z drugiej strony aż taka różnica prędkości i ostrości na morzu zdarza się niezwykle rzadko. Starałem się cierpliwie odrabiać straty, ale nie miałem łatwego przeciwnika i mimo ogromnej determinacji nie udało mi się odzyskać utraconej pozycji. Wchodząc na górną boję miałem nadzieję, że uda mi się odrobić dystans na pełnym, lecz tym razem nie tylko mi płynęło się szybko. W rezultacie ta szaleńcza gonitwa zakończyła się zwycięstwem Rafała".
Źródło informacji: http://piotr-kula.pl/
Przeczytaj informacje o zbliżonej tematyce
|