Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Brytyjczyk wpłynął na metę

piątek, 22.04.2011
Image
materiały prasowe
W regatach mówi się, że nic nie jest pewne, dopóki jacht i zawodnik nie przekroczą bezpiecznie linii mety. Dla Chrisa Stanmore-Majora dotarcie do mety okazało się wyjątkowo trudne. Zaledwie 15 mil przed metą nad Spartanem rozpętała się gwałtowna burza z piorunami. Od kilku dni Brytyjczyk bardzo wolno płynął w kierunku mety, która znajdowała się prawie w zasięgu wzroku. Wczoraj, gdy nad Charleston zaszło słońce, Chris dostał się w strefę wiatru wiejącego z prędkością 45 węzłów oraz burzy z piorunami. Nie miał innego wyboru, jak skierować jacht z powrotem na pełne morze, gdyż sztormowanie w pobliżu brzegu jest dużo bardziej niebezpieczne.

Gdy gwałtowna burza minęła, CSM mógł wrócić na poprzedni kurs i wpłynąć na metę, zajmując trzecie miejsce na podium. Ukończył czwarty etap o godzinie 21.45 lokalnego czasu (03.45 czasu polskiego), po 25 dniach, 9 godzinach i 45 minutach, około 36 godzin za drugim w kolejności Derekiem Hatfieldem. Na cztery zakończone etapy Stanmore-Major znalazł się na podium po raz drugi.

Po zejściu na ląd powiedział: „Przejście linii mety okazało się najtrudniejszym momentem wyścigu – 45 węzłów wiatru, grzmoty i błyskawice, a ja w środku Spartana zastanawiałem się, co będzie dalej. Czwarty etap był naprawdę przyjemny. Było trochę frustracji, bo nie mogłem zbliżyć się do Dereka bardziej niż na 100 mil. Udało mi się odkryć nowe możliwości mojego jachtu i chwilami jechałem naprawdę szybko, ale Derek był poza zasięgiem, popłynął fantastycznie.”

CSM miał po drodze momenty kryzysowe – niewiele brakowało, aby musiał wpłynąć do Recife w Brazylii, gdyż zepsuła mu się odsalarka i nie miał wody pitnej. Cierpiał też z powodu bólu zęba. Ale ponieważ samotny żeglarz musi radzić sobie ze wszystkim, udało mu się prowizorycznie naprawić odsalarkę oraz wykonać amatorski zabieg dentystyczny przy pomocy „zestawu dentystycznego” z jachtowej apteczki. Wrócił do walki. W sumie żeglarz przepłynął 6 043 mile, średnia prędkość na trasie wyniosła 9.9 węzła.

„Myślę, że mój jacht jest najszybszy na półwietrze, gdy mocno wieje. Prawdopodobnie takie warunki czekają nas w piątym etapie przez Atlantyk” – dodał Chris. „Jeżeli będzie mocno wiało, na pewno powalczę z Bradem, będzie musiał się napracować, żeby wygrać te pieniądze.”

Polak Zbigniew Gutkowski wyruszył wczoraj w nocy z brazylijskiej Fortalezy. O godzinie 08.00 polskiego czasu Operon Racing znajdował się 3122 Mm od celu. Żeglarz chce uniknąć zbytniego wysiłku ze względu na uszkodzone żebra i planuje dotrzeć do Charleston w czasie około dwóch tygodni.

„Mam przed sobą 3200 mil” – mówił Gutek wczoraj przed wypłynięciem. „Powinienem dojechać w dwa tygodnie. Równik już mijałem dwa razy w tym etapie i udało się przepłynąć go właściwie bez zatrzymania, przed samą Fortalezą trochę stanąłem, bo nie było wiatru. Na prognozie wygląda to dobrze, bo pasat jest dużo mocniejszy niż wcześniej, 15 węzłów półwiatrem to dla Operon Racing optymalne warunki”.

Zapraszamy na www.velux5oceans.com

 

Przeczytaj informacje o zbliżonej tematyce
{mosloadposition taxonomy}
 
Szukaj w portalu
Image
współpraca
Image Image

 

Image

 

Image

 

Image

 

Image

 

Image

BEZPŁATNY MAGAZYN ŻEGLARSKI

Już nigdy nie przegapisz najważniejszych informacji ze świata żeglarstwa! Zapisz się na naszą listę newsletter a raz w tygodniu otrzymasz bezpłatny biuletyn z podsumowaniem aktualnych wydarzeń!

Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z 29 sierpnia 1997 roku (Dz. U. nr 133, poz. 883), wysłanie wypełnionego formularza oznacza zgodę użytkownika na gromadzenie, przetwarzanie i wykorzystywanie zawartych w formularzu informacji przez portal żeglarski sailnews.pl w celach statystycznych i marketingowych.