|
Czasami nadchodzi moment w którym nawet zagorzałego zwolennika liberalizacji przepisów żeglarskich nachodzą chwile zwątpienia. Z jednej strony tyle się słyszy o chęci żeglowania, wolności i przyjemności jaką to ze sobą niesie, z drugiej przykłady głupoty i nieodpowiedzialności wśród co niektórych żeglarzy dają argumenty zwolennikom „sankcjonowania prawnego żeglarstwa”. Bo jak inaczej nazwać zachowanie skippera jachtu „Wezyr”, który całkowicie zignorowała panujące warunki atmosferyczne oraz wszelkie ostrzeżenia, jak nie jako przykład nieodpowiedzialności i głupoty?
Dla niezorientowanych przypominam – załoga jachtu „Wezyr” wyruszyła w rejs szkoleniowy na Zatoce Gdańskiej. Kompletnie zignorowała prognozę pogody oraz nawoływania kapitanatu portu do powrotu. Na uwagę zasługuje tu fakt, że kapitanat nie tylko próbował kontaktować się z załogą jachtu za pomocą radia ale także za pomocą nagłośnienia w marinie. Nic nie skutkowało. Załoga opuściła port na własne ryzyko i odpowiedzialność lub jak kto woli... nieodpowiedzialność. Na środku Zatoki Gdańskiej stracili żagiel oraz silnik, a co za tym idzie kontrolę nad jachtem. Gdyby nie Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa, kto wie jakby to się skończyło. Jacht został odholowany do mariny.
Ciekawi mnie zachowanie skippera jachtu, który miał szkolić niedoświadczoną, pięcioosobową załogę. Stwierdził, że wcześniej zaznajomił się z prognozą pogody. Czy to jest przykład lekcji jakiej chciał im udzielić? Jak lekceważyć wszelkie ostrzeżenia i zdrowy rozsądek?
A wiecie co mnie najbardziej martwi? Fakt, że tego typu zachowania dają kolejne argumenty zwolennikom zaostrzania przepisów, „ubierania wszystkiego w papierki”. A przecież nie wszyscy żeglarze to lekkoduchy ignorujące podstawowe zasady bezpieczeństwa.... jednak za sprawą takiego zachowania tak właśnie zaczynają widzieć nas ludzie. Podczas zeszłorocznego „białego szkwału” na Mazurach było jeszcze co usprawiedliwiać – brak systemu ostrzegania itd. Jednak ten przypadek to przeraził nawet mnie.
Pozdrowienia dla wszystkich, i dla redakcji portalu sailnews.pl. Mam nadzieje, że opublikujecie moje krótkie rozważania ku przestrodze i refleksji.
Tadek.
Od redakcji: Publikujemy w całości i zapraszamy jednocześnie do dyskusji. Wszelkie opinie w tej sprawie postaramy się umieścić w ramach niniejszego artykułu. Witajcie, po części zgadzam się z opinią Tadeusza opublikowaną w artykule "Przypadek jachtu Wezyr". Wypływanie w taką pogodę z niedoświadczoną załogą to niezbyt rozsądne posunięcie. Uważam, że skipper jachtu lub organizatorzy rejsu powinni ponieść koszty akcji ratunkowej, gdyż była ona spowodowana ewidentną ignorancją. Oczywiście, wszyscy adepci żeglarstwa powinni mieć opływane trudne warunki ale są granice...
Marek. |