Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Strona główna arrow Artykuły arrow XVII Szkoła pod Żaglami

XVII Szkoła pod Żaglami

czwartek, 05.02.2009

Szkoła pod żaglami
Edukacja pod żaglami
W chwili obecnej trwa XVII Szkoła pod Żaglami, organizowana przez Stowarzyszenie Edukacja pod Żaglami. Zapraszamy do zapoznania się z relacją uczestników odbywającego się właśnie rejsu. „Życie staje się powoli taktem wybijanym przez okręt. Wachta zmienia się w naszych towarzyszy, oficer w przyjaciela i autorytet, Pogoria w dom. Każdy dzień płynie swoim niezmiennym rytmem, przy którym gubi się czas.”

Rozpoczął się rejs
Po długiej podróży autobusem dojechaliśmy do portu w Livorno. Po przerzuceniu rzeczy z autobusu na Pogorię odbył się krótki apel, podczas którego zostaliśmy podzieleni na wachty i rozdzieleni do kabin. Od momentu przyjazdu, przez cały dzień, mieliśmy krótkie szkolenia o zachowaniu na jachcie, bezpieczeństwie, o linach i żaglach. Większość uczestników czekała z niecierpliwością na wejście na maszt. Moja wachta obsługuje dziób Pogorii, dlatego musieliśmy trochę poczekać. W międzyczasie uczyliśmy się stawiać nasze sztaksle oraz brasować reje. Wieczorem doczekaliśmy się wejścia na maszt. Przeżycie niesamowite, tym bardziej, że w porcie ludzie przez cały czas obserwowali naszą łódkę. Pod wieczór po kolacji dostaliśmy czas wolny, a że pogoda była bardzo ładna, chyba każdy uczestnik skorzystał z możliwości pochodzenia po Livorno. Od 2000 do 2400 moja wachta pilnowała statku (wachta trapowa) i jako że było to pierwsze "pilnowanie", sporo osób "pilnowało" razem z nami.Rano obudził nas dzwonek. Po zjedzonym śniadaniu rozległ się sygnał do opuszczenia statku. Wszyscy wybiegli z kamizelkami ratunkowymi na pokład - były to tylko ćwiczenia. Po ćwiczeniach wypłynęliśmy z portu w kierunku Monte Carlo. Pierwsze manewry dostarczyły wielu emocji, każdy z uwagą słuchał poleceń swojego oficera. Rozpoczął się rejs.

Szkoła pod Żaglami
Szkoła pod Żaglami
Bujanie
Coś się dzieje mimo wszystko. Pozorna monotonia rejsu nie daje się we znaki. Choroba morska też już pożegnała pokład naszego żaglowca, więc i humor wszyscy mają lepszy. Kucharz pewnie się cieszy, bo na posiłki popyt jest wielki. Co z tego, że połowa przewidzianego pokarmu trafia na stół i antypoślizgową białą siatkę. Każdy przewrócony kubek czy porcja surówki na spodniach to powód do szczerej wesołości. Tylko biednym kambuźnikom nie jest do śmiechu. Starcie stołu, niby nic, ale po myciu tłustej brytfanki i wyszorowaniu sterty garów, każdy bonus jest irytujący. Poważna kadra stara się zapanować nad posiłkowym chaosem. Nawołują, ba, straszą: Nie krzyczcie bo będzie bujało! Śmiech na sali, ale załoga cichnie kryjąc pod swą wesołością zakłopotanie po zruganiu przez naszego kierownika. Rzecz się dzieje niesłychana, morze jakby także poczuło się w obowiązku posłuchania zaleceń Mikołaja i milknie na kilka chwil. Jednak, tak jak i załoga, szybko zapomina, że zostało zbesztane i dalej hulać zaczyna ze zdwojoną siłą. Lewo, prawo, aż przez bulaje widać morskie tonie. Współmiernie do upływu dni, pierwotna wesołość przeistacza się w znużenie.

Dzwonek na lekcje
Lekcje coś nowego. Cóż się będzie działo? Dziwna sprawa, buja we wszystkie możliwe strony, a nam każą kuć. Okazuje się, że nie taki diabeł straszny… Odyseusz spędzał upojne noce przez osiem lat z nimfą Kalipso, Newton wymyślił sekstant, a Diogenes żałował, że nie tak łatwo zaspokoić głód jak inne ludzkie popędy. Porównując ten czas z godzinami przesiedzianymi w szkolnej ławie jest całkiem interesująco. Tu i tam da się zauważyć błędny wzrok uczniów, opadające bezwiednie powieki. Tylko jedna myśl kołacze im się w głowie: Spać!

Słodki smak świtu
Monako pożegnało nas słońcem. Za nami Monte Carlo, miasto kasyn rzucone na nadmorskie skały, ze swoim jasnym portem luksusowych łodzi. Przed nami otwarte morze, 5 dni ciągłej żeglugi w stronę Sycylii i słony smak morskiej przygody na naszej wysłużonej brygantynie. Życie staje się powoli taktem wybijanym przez okręt. Wachta zmienia się w naszych towarzyszy, oficer w przyjaciela i autorytet, Pogoria w dom. Każdy dzień płynie swoim niezmiennym rytmem, przy którym gubi się czas. Który dziś dzień? Jakie to ma tutaj znaczenie.

Szkoła pod Żaglami
Szkoła pod Żaglami
Szczęśliwi czasu nie liczą. Niech tylko drogi czytelnik nie pomyśli, że to rutyna. Nic bardziej mylnego. Pomimo tego rytmu (niosącego w sobie niezniszczalną pewność jutra) każdy kolejny dzień jest przygodą. I z każdym kolejnym dniem znikają kolejne problemy. O chorobie morskiej nie pamięta już nikt. Po 2 dniach kołysanie przestało przeszkadzać w codziennych czynnościach. Po 3 dniach stało się czymś normalnym. Gdy po 5 dniach postawiliśmy stopę na stałym lądzie pewnie poczuliśmy się dopiero z powrotem na okręcie.  Wiem, że powinienem zdać w tym miejscu relację z postępów w rejsie ale… prawda dla jest taka, że tutaj po prostu trzeba być by zrozumieć. Pisanie o tym rejsie jest jak tańczenie o architekturze. Bo, drogi czytelniku, pióro nigdy nie odda tego co tu zobaczyliśmy i przeżyliśmy chociażby podczas tych 5 dni. Tutaj co dzień chciało by się krzyczeć: Trwaj chwilo! Trwaj! Gdy wrócimy będziemy mówić o tym etapie podróży. O rytmie dnia, o wspólnej walce z morzem i wspólnych zwycięstwach, o spracowanych dłoniach. Snute będą opowieści o klarowaniu żagli wysoko na rejach masztu, o delfinach idących w zawody z Pogorią, o wybrzeżach Sardynii zasnutych mgłą i wspinaczce na wulkan na wyspach Liparyjskich, o tych 5 dniach morskiego życia. Ale prawda i tak pozostanie taka sama. To wszystko tak naprawdę zrozumieją tylko ci, którzy są tutaj teraz ze mną. Ci którzy przeżyli to samo. Bo jak, jak nam pisać o tym, jak słodko po ciężkiej nocy smakuje świt koło Korsyki?

Oddech historii
Jest pierwszy wiek naszej ery. Nad Pompejami wstaje nowy dzień. Mieszkańcy budzą się do życia i wyruszają do pracy. Dzień jak każdy inny. Na targu sprzedawane są owoce, korale, gliniane naczynia, w knajpach przesiadują młodzieńcy podjadając drugie śniadanie, a dzieci biegają wokół ludzi bawiąc się w berka. Nagle ziemia zadrżała. Wszyscy skierowali oczy w stronę nieba myśląc, że pewnie ktoś rozgniewał bogów. Jednak to nie bogowie zesłali na Pompeje swój gniew. To Wezuwiusz, który uważany był za wielką górę, rozbudził się po wielu latach snu i postanowił pokazać swoją moc. To były ułamki sekund. Nagle niebo zasnuła wielka czarna chmura, z której sypał się gęsty pył. Wezuwiusz pluł lawą. Jego zbocza paliły się. Potężny jęzor żaru pochłaniał wszystko co miał na swojej drodze. Mieszkańcy Pompejów przerażeni zaczęli uciekać. Szukali swoich rodzin i biegli ile sił jak najdalej od zbliżającej się katastrofy. Pył osadzał się na ziemi i utrudniał ucieczkę. Niektórzy klękali i błagali bogów o przebaczenie. Jednak nie byli oni w stanie powstrzymać potwora przed atakiem na niewinnych ludzi. Byli bezradni, a Wezuwiusz ścigał swoimi gorącymi ramionami wszystkich.

Szkoła pod Żaglami
Szkoła pod Żaglami
Tragedia ta rozegrała się prawie dwa tysiące lat temu, a my dzisiaj odwiedzamy ruiny Pompejów i oglądamy dokonania Wezuwiusza. Miasto musiało być niegdyś malowniczym miejscem, a Pompejanie zapewne wysoko rozwiniętym narodem. Domy budowane były z płaskich cegieł zamiast z kamieni, dwu lub trzypiętrowe z wieloma pokojami, kuchnią, toaletą, bawialnią i ogrodem. Ulice były wąskie i wymagające od obcokrajowców odpowiedniego rozstawienia kół w wozach (co jakiś czas ustawiony był na środku ulicy okrągły kamień przypominający nasze współczesny pasy dla pieszych), a chodniki wysoko usytuowane, aby ścieki wpadały do podziemnej kanalizacji. Monumentalne termy były bardzo rozbudowanymi placówkami. Składały się one z kilku pomieszczeń, które odpowiednio oczyszczały ciało i umysł. Przechadzając się ulicami starożytnego miasta dotarliśmy do dzielnicy Różowych Latarni. Tam kobiety oddawały się mężczyznom o każdej porze dnia i nocy. Co ciekawe były one utrzymywane z budżetu miasta, ale ową informację w przewodniku znaleźli tylko chłopcy :). Pompeje pełniły również funkcję kulturową. Przykładem tego są dwa amfiteatry oraz wielki stadion, na którym rozgrywały się bitwy gladiatorów. W starożytnym teatrze Melisa, Kasia oraz Balonik pokazały nam swoje talenty. Była gra na gitarze, piosenka Marylin Monroe oraz pokaz akrobatyczny. Talentem wykazał się również dyrektor naszej szkoły - Miki wygłaszając wiersz Andrzeja Waligórskiego pt. „Upiór”. Na stadionie nasi chłopcy postanowili odzwierciedlić walki starożytnych gladiatorów. Wybiegli z przeciwnych stron i rzucili się do walki. Ofiar niestety nie było, ale i tak było ciekawie. Gdzieniegdzie polała się krew z łokcia Piotrka, którą nasz lekarz zdołał szybko zatamować . Na koniec chłopcy popisali się swoimi kształtnymi klatkami piersiowymi ustawionymi w równym rzędzie. Zaskoczył nas również „Fikuśny” Maciej, który pokazał nam swe zdolności iluzjonistyczne. W sztuczce wykazał się chwilowym brakiem kości w rękach wyginając je w przedziwny sposób. Nadal nie wiadomo, jak on to robi! Wycieczkę zakończyliśmy miłym spacerkiem wśród starożytnych domów w Pompejach.

Następnego dnia z samego rana wyjechaliśmy na wycieczkę do Herculanum. Tu również zwiedziliśmy starożytne miasto zasypane pyłem wulkanicznym. W wielkiej kotlinie materiału wulkanicznego wyżłobionej przez włoskich archeologów mieliśmy okazję zobaczyć najbogatsze starożytne miasto przypominające drogie kurorty. Mieszkali w nich najważniejsi przedstawiciele Imperium Rzymskiego. Miasto jest bardzo podobne do Pompejów z tą różnicą, że Herculanum posiadało więcej ośrodków sportowych, m.in. basen i bieżnię oraz znajdowało się tuż nad morzem, gdy Pompeje były położone wysoko na zboczu Wezuwiusza. Miasto to również było przepiękne. Zaprowadził nas do niego sam konsul, od którego dostaliśmy różne ulotki i mapy miasta zarówno starożytnego jak i współczesnego, które rozciąga się teraz leniwie na wybrzeżu. Wycieczkę zakończyliśmy czasem wolnym w Castellamare di Stabia przeznaczając go na drobne zakupy, podziwianie widoków morza z promenady oraz degustacją włoskich specjałów, czyli spaghetti i pizzy.

Wieczorem po przepysznej kolacji przygotowanej przez naszego wesolutkiego kuka Maćka pod pokładem usłyszeliśmy alarm manewrowy. Każdy chwycił swoje szelki i wybiegł na pokład na swoje stanowisko. Silnik zapalony, cumy oddane, odbijacze schowane, żagle rozwinięte i obieramy kurs na Rzym. Wiatr delikatny, więc żegluga spokojna. Pozdrawiamy wszystkich, którzy uważnie śledzą losy dzielnych marynarzy z pokładu pięknej Pogorii.

Autorzy: Wojtek Niedzielski - wachta I, Maciej Rotowski - wachta IV, Mateusz Cytrowski - wachta IV, Aleksandra Hasny-Nena - wachta I

Więcej o Szkole pod Żaglami na www.epz.pl

 

BEZPŁATNY MAGAZYN ŻEGLARSKI

Już nigdy nie przegapisz najważniejszych informacji ze świata żeglarstwa! Zapisz się na naszą listę newsletter a raz w tygodniu otrzymasz bezpłatny biuletyn z podsumowaniem aktualnych wydarzeń!

Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z 29 sierpnia 1997 roku (Dz. U. nr 133, poz. 883), wysłanie wypełnionego formularza oznacza zgodę użytkownika na gromadzenie, przetwarzanie i wykorzystywanie zawartych w formularzu informacji przez portal żeglarski sailnews.pl w celach statystycznych i marketingowych.